Artykuły z tej kategorii

Pierwsza kalwaria powstała w Europie ok. 1420 r. w Hiszpanii (w okolicach Kordoby). Powodem powstawania kalwarii było zajęcie Ziemi Świętej przez mahometan (Turków) i uniemożliwienie chrześcijanom dostępu do miejsc świętych w Jerozolimie.

W Polsce pierwszym miejscem tego typu była Kalwaria Zebrzydowska, która powstała na początku XVII w. Pół wieku później, bo już w 1665r. rozpoczęto budowę pierwszego drewnianego kościoła i klasztoru w miejscu, które wtedy zwano Słoboda. Stało się to za przyczyną wojewody podolskiego, kasztelana lwowskiego Andrzeja Maksymiliana Fredry. Legenda głosi, że podczas jednego z polowań puścił się on w pogoń za szczególnie dorodnym jeleniem. Nagle uciekające zwierzę zatrzymało się, a wśród jego rogów Fredro ujrzał jaśniejący krzyż. Przerażony i zachwycony zarazem, postanowił upamiętnić to miejsce wznosząc w nim drewniany kościół pod wezwaniem Znalezienia Krzyża Świętego oraz klasztor. Z czasem miejsce to otrzymało nazwę Kalwarii Pacławskiej, a  na okolicznych wzgórzach wytyczono stacje Męki Pańskiej symbolizujące Drogę Krzyżową. W 1668r. A.M. Fredro sprowadził do klasztoru ojców Franciszkanów, którzy do dziś opiekują się tym miejscem.

Zaledwie 11 lat później, bo w 1679r. sprowadzono tu z Kamieńca Podolskiego słynący łaskami obraz Matki Bożej Kalwaryjskiej. Z faktem tym także związana jest legenda. Mówi ona, że na rozkaz tureckiego komendanta twierdzy kamienieckiej obraz Matki Bożej wrzucono do rzeki. Uniosły go bystre wody Smotryczu, aż zatrzymał się w szuwarach w pobliżu domostwa pewnego pobożnego starca. Matka Boża objawiła mu się we śnie, wskazała miejsce gdzie leży obraz i poleciła odnieść go niezwłocznie do Kalwarii. Starzec troskliwie owinął malowidło w płótno i wyruszył w drogę. Na nocleg zatrzymał się w Samborze. I tu wydarzył się cud. Obraz zajaśniał niebiańską światłością. Na wieść o tym mieszkańcy miasteczka w uroczystej procesji odprowadzili starca wraz z obrazem do Kalwarii.

Nie wiadomo kto i kiedy namalował ten obraz, ale pewnym jest, że jeszcze w Kamieńcu Podolskim modlili się przed nim, m.in.: hetman Żółkiewski, hetman Czarniecki, książę Jarema-Wiśniowiecki, król Jan Kazimierz i Jan III Sobieski.

Różne były koleje losu tego niezwykłego kościoła. W drugiej połowie XVIIIw. jego drewniana konstrukcja została zastąpiona murowaną, co nie uchroniło go przed dwoma wielkimi pożarami w drugiej połowie XIXw.

Jednak największym wydarzeniem, jakie dotychczas miało miejsce w Kalwarii Pacławskiej była koronacja obrazu Matki Boskiej Kalwaryjskiej, która miała miejsce 15 sierpnia 1882r. Na uroczystość tę przybyło ok. 100 tysięcy wiernych. Trzeba tu przyjechać, żeby zrozumieć jak bardzo ludzie musieli być zdeterminowani, aby dotrzeć do tego miejsca na tę wielką uroczystość. Nawet dziś nie jest to proste, biorąc pod uwagę geograficzne położenie, zdecydowanie z dala od utartych szlaków.

Sam obraz jest niezwykle ciekawy. Jedno ucho Matki Bożej jest odsłonięte i wydaje się wyjątkowo duże. Dlatego też czasami nazywana jest Matką Boską Cierpliwie Słuchającą. Oryginalny obraz przykrywa przepiękna tzw. „sukienka” na którą składają się purpurowa suknia i szmaragdowy płaszcz wykonane ze szkła. Sukienka ma wymiary 113 cm na 80 cm i waży 50 kg. Jest darem Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej.

Nie będę tutaj opisywać wystroju kościoła, bo jest on niezwykle bogaty. Natomiast ciekawostką jest fakt, że przez długi czas świątynia ta była miejscem kultu zarówno dla katolików, jak i greko-katolików.

Kalwaria Pacławska powstała, jako miejsce szczególnego kultu Męki Pańskiej. Jeszcze przed zbudowaniem klasztoru postawiono tu 28 prowizorycznych krzyży, które miały służyć do rozważania tajemnic Męki Chrystusa. Z czasem krzyże zastępowano drewnianymi, a później murowanymi kaplicami. Z biegiem lat ilość kaplic zwiększała się sukcesywnie, szczególnie w momencie, kiedy wraz z kultem Męki Pańskiej zaczął rozwijać się kult Matki Bożej. Obecnie na dróżkach kalwaryjskich są 42 kaplice – 35 murowanych i 7 drewnianych oraz 5 figur i 1 krzyż. Na obejście całej trasy potrzeba ok 8-9 godzin.

Sława klasztoru przygasła po II Wojnie Światowej, kiedy znalazł się on blisko granicy z ZSRR, w miejscu tak oddalonym od większych skupisk ludzkich. Dziś jego legenda odżywa, m.in. za sprawą grobu Sługi Bożego o. Wenantego Katarzyńca.

Ten skromny franciszkański zakonnik, kolega św. Maksymilina Kolbego żył zaledwie 32 lata, ale swym życiem dał piękny dowód głębokiej wiary i zaufania Panu Bogu. Dziś tego samego uczy pielgrzymów przybywających do jego grobu i zostawiających na trumnie karteczki z prośbami. Ojciec Wenanty nazywany jest czasami przez swoich współbraci „Bratem Bankomatem”, ponieważ jest on niezwykle skuteczny w problemach materialnych, problemach przy zakupie/sprzedaży samochodu, znalezienia pracy i innych. Ze względu na swoją „skuteczność” nazywany jest też czasami „Polskim Charbelem”.

A wszystko zaczęło się od o. Kolbe, który poprosił o. Wenantego, aby ten pisał artykuły do „Rycerza Niepokalanej”. O. Wenanty czując, że niedługo mu już czasu zostało, powiedział, że niestety nie będzie w stanie wykonać tej prośby, bo już go tu, na tym świecie, nie będzie. Jednak obiecał, że będzie opiekował się o. Kolbe i jego dziełem z tamtego świata. I już wkrótce nadarzyła się pierwsza sposobność, gdy o. Kolbe wydrukował pierwszy numer „Rycerza Niepokalanej” i zabrakło mu pieniędzy na wykupienie nakładu z drukarni. Wtedy poprosił o. Wenantego po raz pierwszy o pomoc. Następnego dnia, gdy rano udał się do kaplicy, zobaczył na ołtarzu kopertę, na której było napisane „Dla Niepokalanej”, a w środku znajdowała się dokładanie kwota potrzebna do wykupu gazety z drukarni.

O. Wenanty ostatni okres swojego życia spędził właśnie w Kalwarii Pacławskiej, tutaj zmarł i został pochowany. W 2017r. przeniesiono jego doczesne szczątki z podcieni kościoła do specjalnie przygotowanego miejsca obok ołtarza bocznego.

Kalwaria Pacławska to miejsce niezwykłe ze względu na piękno otaczającego krajobrazu oraz prawdziwego franciszkańskiego ducha tego, oddalonego od ludzi ale nie od Boga, sanktuarium. Szukając swojego drugiego, trzeciego i ….. piątego ja, nie trzeba jechać do Tybetu ani oddawać się buddyjskim medytacjom. Wystarczy zanurzyć się w ducha franciszkańskiej prostoty i miłości. Pokój i dobro – to ich znak i zawołanie.

Na miejscu ojcowie prowadzą Dom Pielgrzyma, gdzie można zamówić nocleg w przystępnej cenie.

Kalwaria Pacławska - miejsce pielgrzymek na ciężkie czasy

17 czerwca 2020

Anna Pawlina - przewodnik po Warszawie, pilot wycieczek