Artykuły z tej kategorii

Każde dziecko w Warszawie wie, gdzie są najlepsze pączki w mieście. Oczywiście, że na Woli, u Zagoździńskiego, ul. Górczewska 15.

To właśnie do Zagoździńskiego po pączki przysyłał swojego adiutanta sam Marszałek Józef Piłsudski. Byłe pyszne wtedy. Są pyszne i teraz.

Swoją pierwszą cukiernię Władysław Zagoździński otworzył w 1925r. właśnie na Woli pod adresem Wolska 53. Zaledwie 5 lat później musiał przenieść produkcję do większego lokalu, bo oferowane przez niego słodkości cieszyły się ogromnym uznaniem warszawskich łasuchów. Niestety w czasie wojny rodzina podzieliła los tysięcy warszawiaków i wszystko straciła, łącznie z dachem nad głową. Po wojnie musieli zaczynać wszystko od zera. Ale jak się ma takie złote ręce, to nie może się nie udać. Znowu przychodzili klienci, a wspaniały zapach roznosił się po okolicy. Wtedy też do rodzinnego biznesu dołączyła córka Hanka z mężem Mieczysławem Grelofem. Niestety czasy socjalizmu nie były łaskawe dla prywatnej inicjatywy. Zatem w 1973r. rodzinny interes został przeniesiony do obecnej lokalizacji. Tutaj jednak,  ze względu na szczupłość miejsca, produkcja została ograniczona jedynie do wyrobu pączków.

Dziś już czwarte pokolenie produkuje najlepsze pączki w Warszawie. Lokal jest maleńki. Pakowane są tak jak za dawnych lat na kartonowych tackach, owinięte papierem i przewiązane sznureczkiem. Nigdy nigdzie nie widziałam reklamy tej firmy. Nie miałoby sensu wydawać na nią pieniądze. Towar reklamuje się sam. A przed pracownią dzień w dzień ustawiają się kolejki. W Tłusty Czwartek trzeba odstać nawet kilka godzin.

W 2016r. w ramach budżetu partycypacyjnego teren przed pracownią zamieniono na Różany Skwer Pysznych Pączków.

Pracownia otwiera się codziennie (oprócz niedziel i świąt) o godz. 09.00 i jest otwarta do …. ostatniego pączka, czyli zazwyczaj nie później niż do godz. 14.00. Ciekawostką  jest fakt, że w godzinach pracy przed lokalem zawsze stoi stary taboret. Kiedy taboretu nie ma na chodniku, to znaczy, że pączków już w tym dniu nie kupimy. Ta taboretowa tradycja pozostała po seniorce rodu, która lubiła na nim przesiadywać i rozmawiać z klientami. Niestety Babci Hani już nie ma, ale taboret codziennie o niej przypomina.

Do Tłustego Czwartku jeszcze 2 tygodnie, a dziś też musiałam odstać 45 minut, aby nabyć to prawdziwe dzieło sztuki kulinarnej. Najśmieszniejsze jest to, że prawie każdy kto kupuje pączki zamawia kilka lub kilkanaście sztuk zapakowanych i jednego „do ręki”. Doprawdy trudno jest oprzeć się cudownemu zapachowi rozchodzącemu się w tym miejscu. Dla porządku muszę jednak wszystkim przypomnieć, że 1 pączek, to ok. 350 kalorii. Smacznego!

 

Pracownia cukiernicza Zagoździńscy - najlepsze pączki w Warszawie

07 lutego 2020

Anna Pawlina - przewodnik po Warszawie, pilot wycieczek